Nie, to raczej nie kwestia kwarantanny. Po prostu kotecek mi w końcu zaskoczył... Mieszkamy w "ślepym zaułku", tutaj nawet w dzień ruch bardzo mały (najbliższa okolica - tylko mieszkańcy mojej klatki, im dalej... tym więcej klatek i mieszkańcówscarletmara pisze:Cieszę się szczęściem twoim i Sierry. Zuch dziewczyna. Może to zasługa tego, ze podczas kwarantanny jest o wiele spokojniej na zewnątrz, mniej ludzi i całego tego zgiełku ? Co do tempa to nie łudziłabym się że się dużo poprawi, spacer z kotem tak wygląda własnie, ze dystans na 10 minut robisz w 40.
a) lata mniej helikopterów (Sierra panicznie boi się tego łomotu, a lądują niedaleko
b) sąsiedzi już nie wychodzą z psami (2 rasy chihuahua, których nigdy nie widziałam i jeden berneńczyk, który STRASZNIE chce się ze Sierrą bawić
c) w końcu mam czas
Z tempem nie jestem dziko zaskoczona, to mój 3 spacerujący kot (2 na smyczy). Mimo wszystko wolę poruszać się z szybkością chorego ślimaka niż... stać w miejscu jak ślimak dawno zdechły
Moja ukochana roziągana smycz ułatwia sprawę. Sierra leci lekko do przodu i zaczyna wąchać... ja się czołgam. Ona wącha, ja - czołgam. Po 5 minutach pokonuję dystans 7 m, staję, oglądam się z prędkością zaspanego leniwca, wykonuję jedno precyzyjne pociągnięcie (2 cm, co by się królewna nie obraziła, że za mocno), Sierra truchcikiem mnie goni, następuje powtórka akcji.
Gwarantuję Ci, że lis potrafi przeskoczyć 3 m ogrodzenie 100 razy w ciągu jednej nocyscarletmara pisze: Co do lisów to u mnie też zdarza sie ten problem, na szczęście koty już wiedzą, że trzeba sie lisa bać i spierdzielają np. na balkon jak się jakiś pojawia na horyzoncie. Nie wiem czy lisy umieją skakac po balkonach ale jeszcze nigdy żaden nie próbował, więc albo nie umieją albo się boją za blisko do ludzi podchodzić, w każdym razie działa.