Koty nie chcą jeść
- lady_milan
- Moderator
- Posty: 38
- Rejestracja: 2017-01-06, 17:06
- Lokalizacja: Kozienice
- lady_milan
- Moderator
- Posty: 38
- Rejestracja: 2017-01-06, 17:06
- Lokalizacja: Kozienice
Mówisz?To tak zrobię ,rozbiję i dam temu mojemu bezzębnemu.I nie..nie próbowałam a same sosy można kupić?No coś zrobić muszę,bo raz że nie mogę znieść tego odoru robienia mieszanki ,a jak się przełamię to mój kocur nie chce jeść :/ .Jutro będę latać po sklepach za jakimś innym mięsem,ale nie wiem czy coś znajdę.A jak to jest z tymi sosami?Normalnie do barfa dodac?
takie sosiki http://www.rossmann.pl/Produkt/Winston- ... 36734,6428
one wypadają dużo korzystniej niż w sklepach z art. dla zwierząt i naprawdę "działają" na koty
wystarczy ociupinka, powiedzmy 1/4 łyżeczki na wierzch porcji i kot wcina, więc jeden sosik stacza mi na bardzo długo (trzymam w lodówce), porcję można powoli zmniejszać do zera
one wypadają dużo korzystniej niż w sklepach z art. dla zwierząt i naprawdę "działają" na koty
wystarczy ociupinka, powiedzmy 1/4 łyżeczki na wierzch porcji i kot wcina, więc jeden sosik stacza mi na bardzo długo (trzymam w lodówce), porcję można powoli zmniejszać do zera
Tez chętnie poznałabym odpowiedz na pytanie Preria, bo u nas to samo.
Nasza akcja wprowadzania barfa szła pięknie az do zrobienia pierwszej prawdziwej mieszanki. Otis uznał ją za całkowicie niejadalną i trzeba było zrobić kilka kroków wstecz, czyli wróciliśmy do surowego mięsa w kawałkach. Póki co hemoglobina, mielone mięso i wszelkie surowe podroby są absolutnie niejadalne.
Jednak dziś było spore zaskoczenie - przygotowałam dla siebie serca drobiowe duszone na tłuszczu gęsim (z solą, pieprzem). Nie przykryłam garnka, bo nie spodziewałam się rabunku i t, jak się okazało, był błąd. Kiedy wróciłam po 2 godzinnej nieobecności do domu zostało 1/4 tego, co ugotowałam, a Otis zadowolony spał z pękatym brzuchem.
I tu pytanie - czy można gotować i mrozić podroby, a resztę podawać na surowo?
Nasza akcja wprowadzania barfa szła pięknie az do zrobienia pierwszej prawdziwej mieszanki. Otis uznał ją za całkowicie niejadalną i trzeba było zrobić kilka kroków wstecz, czyli wróciliśmy do surowego mięsa w kawałkach. Póki co hemoglobina, mielone mięso i wszelkie surowe podroby są absolutnie niejadalne.
Jednak dziś było spore zaskoczenie - przygotowałam dla siebie serca drobiowe duszone na tłuszczu gęsim (z solą, pieprzem). Nie przykryłam garnka, bo nie spodziewałam się rabunku i t, jak się okazało, był błąd. Kiedy wróciłam po 2 godzinnej nieobecności do domu zostało 1/4 tego, co ugotowałam, a Otis zadowolony spał z pękatym brzuchem.
I tu pytanie - czy można gotować i mrozić podroby, a resztę podawać na surowo?
preria,
osobiście, mam ogromny szacunek do życia, każdego. Jeżeli już jakieś zwierzę musiało umrzeć, aby moje koty/mój pies miały co jeść, nie dopuszczam do tego, by mięso się zmarnowało. Jeśli sama zjeść nie mogę lub nie chcę, oddaję znajomym dla ich zwierząt lub wynoszę kotom działkowym - na wszystkich ogródkach działkowych są wolnożyjące koty. Uważam, że wyrzucenie mięsa jest większą przewiną niż jego zjedzenie. Ale to takie moje przekonania.
Otis,
jeśli gotowanie podrobów miałoby być skutecznym podstępem na przechytrzenie futra, to pewnie, ale jako jakiś etap przejściowy. Niestety, podczas gotowania podroby tracą wartości odżywcze. Może spróbuj do kolejnej mieszanki ugotować, do kolejnej tylko "podgotować", do kolejnej sparzyć? I suplementy wprowadzaj też stopniowo, żeby przyzwyczaić.
U mnie z wprowadzaniem BARFA (u psa, bo z kotami poszło gładko) było bardzo podobnie, z tym, że nie chodziło o samą chęć zjedzenia, ale "efekty uboczne". Z pełnej mieszanki wróciłam do podawania pojedynczych mięs, wprowadzania podrobów i kości po małym kawałeczku w jednym posiłku, suplementów pojedynczo, max jeden dziennie. Tym sposobem, bez ponownych rewolucji żołądkowych, już mamy sól, skorupki, hemoglobinę i od dziś taurynę :) pojutrze pora na algi.
osobiście, mam ogromny szacunek do życia, każdego. Jeżeli już jakieś zwierzę musiało umrzeć, aby moje koty/mój pies miały co jeść, nie dopuszczam do tego, by mięso się zmarnowało. Jeśli sama zjeść nie mogę lub nie chcę, oddaję znajomym dla ich zwierząt lub wynoszę kotom działkowym - na wszystkich ogródkach działkowych są wolnożyjące koty. Uważam, że wyrzucenie mięsa jest większą przewiną niż jego zjedzenie. Ale to takie moje przekonania.
Otis,
jeśli gotowanie podrobów miałoby być skutecznym podstępem na przechytrzenie futra, to pewnie, ale jako jakiś etap przejściowy. Niestety, podczas gotowania podroby tracą wartości odżywcze. Może spróbuj do kolejnej mieszanki ugotować, do kolejnej tylko "podgotować", do kolejnej sparzyć? I suplementy wprowadzaj też stopniowo, żeby przyzwyczaić.
U mnie z wprowadzaniem BARFA (u psa, bo z kotami poszło gładko) było bardzo podobnie, z tym, że nie chodziło o samą chęć zjedzenia, ale "efekty uboczne". Z pełnej mieszanki wróciłam do podawania pojedynczych mięs, wprowadzania podrobów i kości po małym kawałeczku w jednym posiłku, suplementów pojedynczo, max jeden dziennie. Tym sposobem, bez ponownych rewolucji żołądkowych, już mamy sól, skorupki, hemoglobinę i od dziś taurynę :) pojutrze pora na algi.
Ja już nie wiem
Pierwszym razem zrobiłem barf prowizoryczny bez udziwnień. FC, tauryna, żółtko i olej z łososia. Koty jadły 3 dni potem zainteresowanie spadło.
Teraz już robiłem z pomocą kalkulatora. tutaj już dawałem suplementy typu krew, algi, sól morska i tak dalej i ta sama sytuacja. Koty jadły 2-3 dni i teraz zainteresowanie spadło. Jak już są mocno głodne to dopiero coś skubną. Posypywanie suchą karmą czy domieszywanie mokrej nic nie pomaga.
Pierwszym razem zrobiłem barf prowizoryczny bez udziwnień. FC, tauryna, żółtko i olej z łososia. Koty jadły 3 dni potem zainteresowanie spadło.
Teraz już robiłem z pomocą kalkulatora. tutaj już dawałem suplementy typu krew, algi, sól morska i tak dalej i ta sama sytuacja. Koty jadły 2-3 dni i teraz zainteresowanie spadło. Jak już są mocno głodne to dopiero coś skubną. Posypywanie suchą karmą czy domieszywanie mokrej nic nie pomaga.
mam problem z kicią. Od dwóch miesięcy jest już na barfie i do poprzedniej mieszanki zajadała go ze smakiem - pełną porcję dzienną wyliczoną przez kalkulator, czasem zostawiała jakiś kawałek skóry. Jak się okazało później (dzięki shana55
) mieszanki były zdecydowanie za chude (niezbyt tłusty szponder wołowy, pierś z kaczki ze skórą, pierś drobiowa). Ostatnio dokonałam więc zmiany w barfie i wrzuciłam zdecydowanie tłustsze mięsa - bardzo tłusty szponder, żeberko wołowe, pierś z kaczki ze skórą i udka drobiowe ze skórą (bez kości). Mięsa więc praktycznie te same ale tłustsze. Kotka ewidentnie nie chce tego jeść, zakopuje miskę, skubnie coś jak jest już chyba bardzo głodna wyciągając te kawałki, które mają najmniej tłuszczu. Wszystko co "białe" zostaje w misce :( jak można sobie z tym poradzić? "Odchudzając" mieszankę znów doprowadzę do tego, że będzie w niej za dużo białka w stosunku do tłuszczu...
Jak to mniej? Kociaki jedzą dużo, tyle ile chcą, im się nie ogranicza jedzenia.k4n4li4 pisze:To kociaki więc nie powinny jeść mniej chyba??
fumkaola, mam podobnie, zwłaszcza z jednym kotem
k4n4li4 chyba chodziło o to, że właśnie nie powinny jeść mniej, a nie, że powinny
ale odpowiedź jest taka sama - powinny jeść tyle, ile chcą. Raz mniej, raz więcej. To się zmienia w zależności od takiej mnogości czynników, że człowiek tego nie ogarnie - aktywności danego dnia, pogody, ciśnienia, nastroju... My też nie jemy każdego dnia tyle samo. I niestety sami na siebie kręcimy bicz kombinując za każdym razem, gdy kot zaczyna jeść mniej.
