Barfujemy już niemal 2 lata. Kot zdaje się czuć świetnie, wygląda znakomicie, regularne badania nie wskazują niczego niepokojącego w jego stanie zdrowia. I po dwóch latach zdecydowałam się opisać swoją drogę do barfa.
Dwa lata temu kot cierpiał na zapalenie pęcherza, bezskutecznie leczyliśmy pojawiające się cyklicznie struwity. Zgodnie z zaleceniami weterynarza podawaliśmy pasty zakwaszające mocz, inne specyfiki i oczywiście karmę Urinary. Należałam już wtedy do facebookowych grup związanych ze zdrowiem kotów, nie pamiętam dokładnie do której. Na jednej z nich ktoś z użytkowników żalił się, że ma podobne problemy ze zdrowiem kota jak ja. Ja również zabrałam głos, podobnie jak inni, co zwykle zdarza się w tego typu sytuacjach. Opisałam zalecone przez weta metody leczenia i ich skuteczność. Wtedy do rozmowy włączyła się jedna z uczestniczek tego szacownego forum. W dość zdecydowany i stanowczy sposób zbeształa mnie za stosowanie karm urinary i zaleciła barf. Strasznie mnie to wtedy zezłościło. Wiedziałam o barfie już wcześniej, jeszcze zanim kot pojawił się w domu. Ponieważ Kropek jest pierwszym kotem, którym kiedykolwiek się opiekowałam, to czytając dość pobieżnie forum uznałam, że do samodzielnego tworzenia karmy potrzebny jest wyższy poziom wiedzy i umiejętności.
Jednak ten „opierdziel” nie dawał mi spokoju. Byłam już wtedy rozgoryczona nieskutecznym leczeniem, miałam też świadomość składu karm komercyjnych, także tych weterynaryjnych. Barfująca koleżanka z facebookowej grupy, tak weszła mi wtedy na ambicję, że postanowiłam spróbować. Powolutku przestawiliśmy się na barf. Tak jak wcześniej pisałam, mięso wraz z suplami jemy już niemal dwa lata. Niektórzy z Was wiedzą z jakimi trudnościami się zmagaliśmy i znają naszą barfną drogę. W tym miejscu chciałam Wam bardzo serdecznie podziękować za poświęcony czas, za cierpliwość i za ogrom wiedzy jaki zawarliście na forum. Dziękuję za wszystkie indywidualne wskazówki, za każdą pomoc. Dzięki Waszej pomocy i wsparciu wytrwaliśmy i nauczyliśmy się wszystkiego co wiemy. Na zdrówko absolutnie nie narzekamy

Wątpliwości są cały czas… zwłaszcza w obliczu tego co dzieje się ostatnio na forum. Afera selenowa, olejowa… Mam jednak świadomość tego, że wiele z decyzji podejmowanych w naszym życiu wiąże się z wątpliwościami.
Ten przydługawy wstęp miał przygotować do najważniejszego… w tym miejscu chciałam serdecznie podziękować osobie, która dwa lata temu najpierw mnie opierniczyła, potem weszła na ambicję a w rezultacie skłoniła do podjęcia decyzji o zmianie sposobu żywienia mojego kota.
Nina_Brzeg…

mam poważne powody podejrzewać, że to wszystko dzięki Tobie

Bardzo dziękujemy za kopa, za to, że zmusiłaś nas do refleksji i w rezultacie wpłynęłaś ostatecznie na podjęcie mojej decyzji… Choć nigdy później już chyba nie miałyśmy ze sobą kontaktu, to chciałam Ci powiedzieć, że dzięki Tobie jest jeszcze jeden barfujacy kot w tym kraju, a teraz to my staramy się propagować ideę naturalnego żywienia. Bardzo dziękujemy, pozdrawiamy Ciebie i przesyłamy głaski dla Twojego stada
