Kącik wkurzonego barfera
nie mam kwiatków w domu (oprócz ziół), ale ostatnio mi się marzą i czytam intensywnie co jest nieszkodliwe dla futer.
wczoraj byłam w biedronce i akurat były: zielistka i chamedora. kupiłam zadwolona zielistkę (15 zł z doniczką ceramiczna
) , chciałam postawić na szafce koło telewizora, ale koty od razu obsiadły, więc postawiłam na stole, gdzie teoretycznie wstęp mają zabroniony.
przez noc ubyło mi PÓŁ kwiatka. autentycznie PÓŁ. zostają mi chyba kaktusy.
)
przez noc ubyło mi PÓŁ kwiatka. autentycznie PÓŁ. zostają mi chyba kaktusy.
widać, że koty tęsknią za czymś zielonym do skubania. Ja nie mam (oprócz trawy dla kotów) w domu żadnych roślin. Chyba, że powiesiłabym je pod sufitem w takim miejscu, żeby koty nie "do frunęły" do kwiatków. i z drabiny podlewać.
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
George Bernard Shaw
Moje też uwielbiają zielistkę muszę ja trzymać na segmencie pod sufitem gdzie nie mają dostępu. Ciekawe, że paprotka miniaturka stoi na parapecie i zero zainteresowania. Paprotka wisząca to tak, ale to dla zabawy tylko, polują na listki wiszące. Jedynie właśnie zielistka jest atrakcją, nawet się na nią kładą 
Moje koty żrą też kaktusy
Najgorszy dźwięk w nocy to plumkające twarde kaktusie igły, kociaste grają na tym jak na harfach. Księgowa zeżarła też ostatnio trzy fitonie. Zostały sterczące łyse łodyżki... Mała gadzina. Trawa ją w zęby gryzie.
Obecnie kwiatki mam praktycznie tylko w sypialni, gdzie parapet zastawiony jest doniczkami maksymalne, więc nie ma tam jak wskoczyć. W salonie mikrokwiatki siedzą w szklarence z Ikea. Szklarnia służy też jako legowisko dla kotów.
Rozważam teraz zakup kwietników ściennych, widziałam całkiem ładne na pakamerze czy decobazaarze, nie pamiętam. Może nie będą kusić.
Obecnie kwiatki mam praktycznie tylko w sypialni, gdzie parapet zastawiony jest doniczkami maksymalne, więc nie ma tam jak wskoczyć. W salonie mikrokwiatki siedzą w szklarence z Ikea. Szklarnia służy też jako legowisko dla kotów.
Rozważam teraz zakup kwietników ściennych, widziałam całkiem ładne na pakamerze czy decobazaarze, nie pamiętam. Może nie będą kusić.
A po co skakać, jak można stanąć na palcach i spróbować łapą ściągnąć. Nie wpadły jeszcze na ten pomysł ?Laidee pisze:Obecnie kwiatki mam praktycznie tylko w sypialni, gdzie parapet zastawiony jest doniczkami maksymalne, więc nie ma tam jak wskoczyć.
Hmmm, sprawę kwietników ściennych proponowałabym dobrze przemyślećLaidee pisze:Rozważam teraz zakup kwietników ściennych, widziałam całkiem ładne na pakamerze czy decobazaarze, nie pamiętam. Może nie będą kusić.
Mimo, że regulamin forum to FIKCJA - Śpiewać to rzecz ludzka, miauczeć to rzecz boska...
(Zhuangzi 庄子)
Skipper, ależ wpadły. Ale trzeba sobie w życiu radzić. Kwiatki siedzą w dużych, ciężkich, ceramicznych doniczkach. Parapet mam względnie wysoko. Nie ma szans na ściągnięcie kwiatka z parapetu. Pacają po nich łapą, czasem oberwą kawałek liścia, ale na tym się kończy. Do doniczek nie wskakują, od kiedy w doniczkach siedzą palisady z drewnianych patyczków do szaszłyków. Może nie jest to najbardziej estetyczny widok na świecie, ale co zrobić...
Rico to mistrz
Ale ja mam sznurkowe firanki. Zwykłe miały zbyt krótki żywot. Fanem sznurków nie jestem, ale jak mówiła moja babcia: "Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma"
Kwietnik ścienny też pewnie zabezpieczę patyczkami. To, że przynajmniej dwie cholery będą próbowały tam wleźć i wygrzebać ziemię to bardziej niż pewne. Na wszelki wypadek nie wsadzę do niego żadnej bardzo zwisającej rośliny.
Tymczasowo resztki fitonii osłoniłam dużymi podkładkami pod talerze. Jeżeli jakimś cudem te łodyżki powypuszczają jeszcze liście to wsadzę je do szklarni.
Czuję się jak na kursie "zostań strategiem we własnym domu"
Rico to mistrz
Tymczasowo resztki fitonii osłoniłam dużymi podkładkami pod talerze. Jeżeli jakimś cudem te łodyżki powypuszczają jeszcze liście to wsadzę je do szklarni.
Czuję się jak na kursie "zostań strategiem we własnym domu"